Jak byście nazwali mężczyznę, który napisał w swoim życiu stosy listów miłosnych, ma w głowie koncepcję na dziesiątki
książek o uczuciach i emocjach, a mimo tego czuje się najsamotniejszą osobą na świecie?
Jakiegokolwiek określenia byście nie użyli to jedno jest pewne.
Jestem mistrzem pływania w toni łez.
Kiedyś wiele razy krztusiłem się słoną wodą, tonąc w beznadziei, dziś jednak, unoszę się na tafli, zastanawiając się
ile osób w tym dniu zatopi się we własnym bezkresie?
Gardzę osobą o której teraz wspominam, ale ten gniew napędza mnie do pisania. Znienawidzenie swoich wersów
jest kluczem do tego, aby ktoś je kiedyś pokochał.
Czy jestem świrem? Nie większym niż Ty, gdy stojąc obok fajnej kobiety wlepiasz wzrok w telefon zamiast powiedzieć:
,,Cześć! Czy zostałabyś moją walentynką?"
Nie bierz ze mnie przykładu! Nie bądż osoba, która jedyne co może przytulić to swój laptop.
Wiem smutne, ale życie mnie nauczyło, że żadna kobieta nie potrafiłaby znieść mojego wewnętrznego krzyku tak jak on!